
Polskie szkoły stają się coraz bardziej wielokulturowe. Brakuje jednak specjalistów i narzędzi do skutecznej integracji uczniów z innych krajów
W polskich szkołach w poprzednim roku szkolnym uczyło się 237 tys. uczniów cudzoziemskich, z czego zdecydowaną większość stanowią dzieci z Ukrainy – wynika z ubiegłorocznego raportu Centrum Edukacji Obywatelskiej i International Rescue Committee. Mimo wysiłków nauczycieli i samorządów system wciąż nie jest w pełni przygotowany do pracy w środowisku wielokulturowym. Największym wyzwaniem jest brak specjalistów, którzy potrafiliby rozpoznawać potrzeby emocjonalne, językowe i edukacyjne dzieci z doświadczeniem migracji.
W roku szkolnym 2024/2025 cudzoziemcy stanowili 5,3 proc. osób w polskim systemie edukacji – to 353 tys. osób, przy czym w szkołach dla dzieci i młodzieży uczy się ich 237 tys. ( 4,8 proc. wszystkich uczniów). Już w co trzeciej klasie w Polsce uczą się uczniowie z Ukrainy – jest ich łącznie 203 tys. Cudzoziemcy są obecni w 67 proc. wszystkich szkół, czyli ok. 14,1 tys. placówkach, tym samym ponad 4 mln polskich uczniów może mieć codzienny kontakt z różnorodnością.
– Bardzo często pierwszą barierą dla dzieci, żeby dobrze funkcjonować w polskiej szkole, są po prostu relacje. Żyjemy w społeczeństwie, które ma podzielone zdania na temat migracji, więc nie wszyscy traktują te dzieci życzliwie czy z akceptacją. Stanowi to duży problem dla osób, które funkcjonują w polskiej szkole, i dla dzieci, i dla rodziców – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Agnieszka Kosowicz z Polskiego Forum Migracyjnego.
Mimo że szkoły zdobyły duże doświadczenie w pracy z dziećmi z Ukrainy, wciąż brakuje im zasobów, narzędzi i specjalistów do budowania przyjaznego, wielokulturowego środowiska nauki. Problemem pozostaje zarówno brak asystentów międzykulturowych i tłumaczy, jak i niewystarczające wsparcie psychologiczne dla uczniów z doświadczeniem migracji.
– Bardzo dużym problemem w tej chwili w polskiej szkole jest wielki poziom niepokoju i trudność w budowaniu relacji między polskimi i cudzoziemskimi dziećmi. Na pewno mamy wyzwania dotyczące zasobów nauczycieli do pracy w międzykulturowej grupie. Mamy już jako kraj znaczące doświadczenie w pracy z dziećmi z Ukrainy od wybuchu pełnoskalowej wojny, ale nadal brakuje nam konkretnych narzędzi czy umiejętności, zasobów dla nauczycieli, żeby móc pracować w klasie, w której dzieci się nie rozumieją, i budować dobrą atmosferę do nauki – tłumaczy Agnieszka Kosowicz.
Wiele szkół boryka się również z trudnościami emocjonalnymi uczniów, którzy przyjechali do Polski w wyniku wojny lub innych traumatycznych doświadczeń. Eksperci wskazują, że brakuje psychologów i pedagogów przygotowanych do pracy z dziećmi w kryzysie, a także procedur diagnozowania ich potrzeb. Raport CEO „Uczniowie i uczennice z Ukrainy w polskich szkołach – rok szkolny 2023/2024” wskazywał, że wśród nauczycieli utrzymywało się poczucie bezradności w pracy z traumą i innymi specyficznymi problemami emocjonalnymi uczniów z doświadczeniem uchodźstwa. Podobną bezradność deklarowali szkolni psychologowie. Nakłada się na to kulturowa niechęć uczniów ukraińskich (i ich rodziców) do sięgania po specjalistyczną pomoc.
– Często te dzieci przyjeżdżają tutaj na skutek trudnych, traumatycznych doświadczeń – wojny lub przemocy – i cały czas potrzebujemy więcej, żeby móc właściwie diagnozować ich potrzeby i odpowiadać na ich trudności, również emocjonalne czy związane z traumą – podkreśla ekspertka.
Jak dodaje, poprawa sytuacji wymaga współpracy wielu podmiotów – szkół, samorządów, organizacji pozarządowych i władz centralnych. Tylko w ten sposób można zbudować trwały system integracji, który nie będzie oparty wyłącznie na doraźnych projektach.
– Aby to środowisko stało się integrujące, potrzebujemy współpracy rodziców, uczniów, nauczycieli, kadry szkolnej, różnych ekspertów, chociażby poradni pedagogiczno-psychologicznych, ale także organizacji pozarządowych czy władz samorządowych i centralnych, bo one wszystkie tworzą to środowisko. Najbardziej potrzebujemy wspólnego działania budowanego z szacunkiem – ocenia Agnieszka Kosowicz.
Z raportu CEO wynika, że mimo rosnącego doświadczenia szkół integracja wciąż napotyka bariery instytucjonalne i kompetencyjne. Potrzebne są długofalowe programy szkoleniowe oraz włączenie tematyki międzykulturowej do kształcenia przyszłych nauczycieli. Obecnie w szkołach częściej podejmowane są działania o charakterze asymilacyjnym niż integracyjnym. Najczęstszy scenariusz to równoległe funkcjonowanie obok siebie dwóch odseparowanych społeczności uczniowskich. U uczniów, zarówno polskich, jak i ukraińskich, nie widać woli integracji. Separacji sprzyja większa liczebność Ukraińców w szkole, brak inicjatyw wspierających integrację po stronie szkoły oraz niskie kompetencje nauczycieli w zakresie edukacji wielokulturowej
– Potrzebne jest na pewno kształcenie nauczycieli, dlatego że Polska stała się krajem bardzo zróżnicowanym kulturowo stosunkowo niedawno. To jest nasze doświadczenie ostatnich kilku lat i nauczyciele często nie mają umiejętności pracy w takim środowisku, nie wiedzą, w jaki sposób poradzić sobie z dzieckiem, które nie mówi po polsku, nie potrafi pisać, nie potrafi przeczytać lektury. Musimy budować takie kompetencje nie tylko wśród obecnych nauczycieli, ale też wśród ludzi, którzy dopiero aspirują, żeby być nauczycielami – mówi przedstawicielka PFM.
W wielu poradniach psychologiczno-pedagogicznych nie ma ekspertów przygotowanych do pracy z uczniami z innych krajów ani narzędzi dostosowanych do różnic kulturowych i językowych. Diagnozowanie trudności edukacyjnych czy emocjonalnych u takich dzieci wymaga nowych kompetencji – zarówno językowych, jak i międzykulturowych – których w polskim systemie edukacji wciąż jest zbyt mało.
– Do tej pory nie mieliśmy takich potrzeb, a w tej chwili to jest realne wyzwanie – zdiagnozować dziecko, które przyjechało z Indii, Kolumbii albo Białorusi czy Ukrainy, czy ono ma dysleksję, ADHD, czy potrzebuje szczególnego wsparcia, w jaki sposób odróżnić skutki traumy od zaburzeń rozwojowych. Te wszystkie umiejętności są w tej chwili daleko bardziej potrzebne niż do tej pory i potrzebujemy do tego specjalistów – podkreśla Agnieszka Kosowicz.
Źródło: Newseria